Włodzimierz Boruński, aktor, poeta, satyryk i tłumacz literatury rosyjskiej, który tak silnie odcisnął piętno w życiu kulturalnym powojennego Lubania, przyszedł na świat w 1906 r. w Łodzi w utalentowanej literacko rodzinie żydowskiej. Dzięki matce z domu Krukowskiej Włodzimierz Boruński był blisko spokrewniony z Julianem Tuwimem i Kazimierzem (Lopkiem) Krukowskim, znanymi twórcami literackimi oraz kabaretowymi.
Zaczęło się właściwie od tego co same organizatorki potrafiły robić, czyli od prac ręcznych, od rękodzieła artystycznego, tego co umiały stworzyć z niczego. W ten sposób powstawały różne prace, które w dalszej kolejności były komuś wręczane, albo były zamieniane na środki finansowe darowane przez sponsorów. W ten sposób dały się też poznać w środowisku, że powstają tu różne ciekawe rzeczy i był to również często jeden z powodów, dla których niektóre osoby przyszły.
Należał do najwybitniejszych drukarzy epoki jagiellońskiej i sprawował funkcję nadwornego typografa królewskiej kancelarii Zygmunta Starego. Prawdziwe jego nazwisko brzmiało Büttner, oznaczające po polsku Bednarz, a przetłumaczone na łacinę – Vietor. Urodził się w Lubomierzu, z którego pochodziło wielu znanych drukarzy epoki Renesansu. Po opuszczeniu rodzinnego miasta Hieronim Wietor studiował w latach 1497-1508 w Krakowie.
Sascha Röhricht urodził się w 1986 roku. W Görlitz spędził dzieciństwo i młodość. Już wówczas dużo czytał, pisał wiersze. Po ukończeniu szkoły i odbyciu służby cywilnej, w 2007 roku przeniósł się na wybrzeże Morza Bałtyckiego i osiadł w Meklemburgii. Zaangażował się i udzielał w lokalnym stowarzyszeniu. Opiekował się zagranicznymi artystami. To oni natchnęli Saschę do dalszego pisania i do rozszerzenia swoich umiejętności w różnych dziedzinach. Praca z kamerą dawała mu satysfakcję. Kręcił krótkie filmiki, które próbował zmieszać z kolażem.
Zespół Effatha tworzą właściwie trzy rodziny. Dwie z nich pochodzą z Görlitz, trzecia natomiast ze Studnisk - wieś w pobliżu Zgorzelca. Członkowie zespołu spotkali się przed siedmioma laty. Stwierdzili, że muzyka sprawia im właściwie wiele radości. Wszystko zaczęło się, gdy zostali zapytani, czy wystąpiliby w kościele.









