Współzałożyciel Górnołużyckiego Towarzystwa Naukowego urodził się 23 lipca 1751 r. w Lubaniu. Jego ojciec był prostym ale zamożnym kupcem i mieszczaninem. Dom Antonów znajdował się w Rynku pod numerem 18. Młody Karol Gottlob uczęszczał do lubańskiego liceum, które ukończył w 1770 r. z doskonałym świadectwem. Później przez 4 lata studiował prawo w Lipsku. Po uzyskaniu doktoratu wyjechał do Zgorzelca, gdzie osiadł na stałe. W 1779 r. z inicjatywy Antona oraz jego przyjaciela Adolfa Traugotta von Gersdorfa zawiązało się Górnołużyckie Towarzystwo Naukowe działające do chwili obecnej. Anton został pierwszym sekretarzem Towarzystwa i sprawował tę funkcję do 1811 r.
Zaczęło się właściwie od tego co same organizatorki potrafiły robić, czyli od prac ręcznych, od rękodzieła artystycznego, tego co umiały stworzyć z niczego. W ten sposób powstawały różne prace, które w dalszej kolejności były komuś wręczane, albo były zamieniane na środki finansowe darowane przez sponsorów. W ten sposób dały się też poznać w środowisku, że powstają tu różne ciekawe rzeczy i był to również często jeden z powodów, dla których niektóre osoby przyszły.
Lars Bruch mieszka w Groß Krauscha, ma prawie 40 lat. Większość mężczyzn z rodziny, z której wywodzi się ojciec Pana Larsa była pracownikami budowlanymi. Pracowali w zawodzie murarza. On sam pracował w różnych firmach budowlanych. Jednak po wielu latach zdecydował się na coś, co nie jest tradycją w Jego rodzinie. Zainteresował się garbarstwem, wyprawianiem skór zwierzęcych. Zaczynał od hobby, a stworzył sposób na życie i zarabianie.
Gilbert Hoffmann jest rzemieślnikiem zajmującym się kowalstwem. Zawód ten polega na tworzeniu przedmiotów z metalu. Jest to praca bardzo trudna i wyczerpująca, wymagająca wielu lat nauki. Kowalstwo to zawód, który pojawił się już w starożytności. Utożsamiany był z magią gdyż jeden człowiek potrafił zapanować nad żywiołami: ogniem, powietrzem i ziemią. Kowal był ważną osobą ponieważ tworzył narzędzia, którymi pracowali inni. W średniowieczu każda osada chciała posiadać swojego kowala, który zawsze miał pełne ręce roboty.








